jQuery Menu by Apycom
 Witamy gościa.
Prosimy o zalogowanie się.

Użytkownik
Hasło
Zapamiętaj mnie 


Starsze wpisy
Dodano 2011.12.21 23:09
Autor: rommer
STELVIO
STELVIO

Stelvio - czyli o tym jak marzenia się spełniają

4 sierpnia 2011

Projekt wyprawy został zainspirowany przez rower marki Bottecchia o nazwie STELVIO. Sezon 2011 zaczął się od kupna w sklepie MPH Elite Hoffman Bike w Rzeszowie pięknych włoskich ram i tu zaczęła się nasza przygoda. Rower z "duszą" ma teraz właściwe znaczenie bo "duch" Ottavio Bottecchi zawiódł nas w to miejsce.

Ten dzień długo zostanie mi i całej naszej rowerowej rodzinie w pamięci. Każdy przeżył coś, czego wcześniej jeszcze nigdy nie doświadczył.

Rano obudził nas mocny alpejski deszcz, ponieważ wyruszaliśmy z austriackiego Hallstatt i do pokonania mieliśmy 450 km. Cały czas droga prowadziła w deszczu i nadzieje, że zobaczymy piękne austriackie Alpy szybko prysły. Słońce dopiero powitało nas przed granicą włoską i wspinaczka górskimi drogami obudziła w nas ducha przygody, bo już za kilkadziesiąt minut przesiądziemy się na rowery.

Emocje powodowały w nas szybsze bicie serca i lekką nerwowość. Wreszcie dotarliśmy do miejscowości Spondigna,  skąd mieliśmy zacząć podjazd do najsłynniejszej przełęczy włoskiej Stellvio (2758m) , gdzie już 9 razy zmagali się kolarze w Giro d'Italia.

Plan był taki , że Piotr ze mną jedzie rowerem a Basia z Patrycją podążać będą za nami samochodem. Przygotowania ruszyły pełną parą : składanie rowerów, przygotowanie napojów oraz przebieranie, co zrobiliśmy na małym parkingu obok hotelu Prad. Jeszcze pamiątkowe zdjęcie z naszą flagą i jazda ...

Początek trasy na wysokości 900m npm. wspinał się łagodnie uliczkami wzdłuż domków gdzie jeszcze mijaliśmy miejscową ludność a my jadąc razem ustalaliśmy taktykę 23 km podjazdu. Obok wzdłuż drogi huczał duży alpejski potok niosący potężne masy szarej wody - szum i odgłos tej wody mam do dziś w pamięci.

Po pewnym czasie zdecydowaliśmy się rozdzielić i od tej pory każdy z nas jechał swoim tempem. Im wyżej temperatura zaczęła powoli się obniżać. Startowaliśmy w temperaturze ok. 30 st. a na szczycie w tym dniu było ok. 15 st. I choć była pełnia lata takie różnice temperatury są normalne. Mijaliśmy wracających kolarzy , którzy poubierani byli w długie rękawy a my w górę mocno rozgrzani. Nachylenie drogi wahało się od 7% do 9,5% i im wyżej tym kąt zwiększał swoją wartość. Po 11 km zaczęły się klasyczne alpejskie serpentyny a ilość zakrętów wynosi ok.50 !!!

Droga powstała ok. 1880 roku a budowniczowie stworzyli połączenie między Austrią i Włochami i od tej pory była to główna droga strategiczna.  Trzeba przyznać, że kształt tej drogi niewiele zmienił się od tamtego czasu ale nawierzchnia jest ciągle utrzymywana w bardzo dobrym stanie. Bywa tak , że nie można wjechać na tą drogę ze względu bezpieczeństwa i wtedy zamykana jest metalowym szlabanem . Niebezpieczeństwo oblodzenia w górnej części występuje nie tylko w miesiącach zimowych.

Po godzinie i pokonaniu połowy drogi ok., 12km zaczęła się walka z własną motywacją do ciągłej jazdy pod górę - dla mnie był to najdłuższy i najwyższy podjazd w życiu . Na dystansie 23 km mieliśmy do pokonania 1870 m w pionie! a w połowie drogi zaliczyliśmy dopiero 700 m przewyższenia. Teraz dopiero zaczynała się prawdziwa wspinaczka .Cdn .

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze
Zobacz również